| :oddzwonie: 2008 kwiecień luty 2007 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec |
Wiesna Czas mija, lato idzie, slonca nima. Przechodze przez kolejne stany maniakalno-depresyjne zwiazane z dreczaca mnie zagadka humanisty pt. Czego chciec od zycia? Przeczytalam ostatanio ksiazke o kosmicznym zamawianiu szczescia. Wyprobowalam, dziala, zawsze zreszta dzialalo, tylko, ze u mnie z jakims opoznionym zaplonem. Po probnym zamawianiu przyszedl czas, zeby sobie zyczyc czegos tak naprawde. Pol godziny przestalam w oknie, deszcz padal, dzieci z kansylu za plotem wyzywaly sie od chujow a ja drapalam sie przez wlosy po lewej polkuli i tyle wymyslilam, ze woda nam przecieka do sypialni wcale nie przez uszczelke, ale przez dziure w sparcialej okiennicy. To dziwne. Naprawde zawsze myslalam, ze nie jestem stworzona do trwania w letargu a ten letarg juz trwa tyle lat. Takie wieczne czekanie na cos czego jeszcze nie bylo a jak wreszcie przyjdzie to zacznie sie wlasciwy etap mojego zycia. Boje sie, ze minie kolejne 28 lat a ja wciaz bede mala dziewczynka czekajaca az cos sie wydarzy. Za kilka dni Poludniowa Afryka, sklamie jesli napisze, ze nie licze na jakis wstrzas neuroterapeutyczny. 2008-04-01 14:17:48 Rok 2008 zaczal sie chyba wieki temu. Swieta, juz drugie z rzedu spedzilam w Londynie. W zeszlym roku pieczone warzywa na Liverpool Street i pieczarkowa pieczen na Ealingu, w tym roku moja wlasna brukselka w orzechach wloskich i szalwii, podana wlasnym gosciom na wlasnym stole zakupionym za 80£ w komisie, hej. Sylwester spedzony w Polsce, a wraz z nim mnostwo atrakcji, ze zjazdem z Gubalowki w plastikowej balii oraz podrygujaca Edyta Gorniak na balu noworocznym Polsatu wlacznie. Bylo kolorowo i wesolo. W sam raz na pocztowke. Kiedy wracam pamiecia do poprzedniej zimy, czuje radosc i lek. Radosc, ze mi sie jednak udalo nie stracic glowy w otoczeniu wariatow, ktorych mi w 2007 los nie szczedzil, a lek, bo kto wie ile jeszcze dziwacznych niespodzianek zycie mi przyniesie w prezencie. Na razie, poki co, tak zwana mala stabilizacja. Praca w szkole daje chleb i podroze a mieszkanie z przyjaciolmi komfort i luz. Jestem jednak przygotowana na wszystko, bo tego nauczyl mnie Londyn. Zmiany przychodza jak burza. Na szczescie te dobre tez. A teraz juz luty, znajomi sie zenia, inni rozwodza, a ja mam moje dziecko, ktore cieplutkim brzuszkiem przytula sie do mnie kiedy lezymy razem na lozku. Nowego laptopa. 2008-02-07 21:49:04 Jesien nawet w Londynie potrafi dobic. Za duzo pracy, za malo czasu, deszcz, choroby, choroby alkoholowe i do tego jeszcze modlace sie arabki w kiblu kiedy idziesz oddac mocz. Oni musza sie podobno modlic 5 razy dziennie i jedna taka wybrala sobie lazienke za miejsce najodpowiedniejsze. Chowa sie z tym dywanikiem, rozklada cielsko i wali lbem o podloge calymi godzinami, a ja szarpie za drzwi z drugiej strony, troche ze zlosci, troche dlatego, ze mam zawsze to nieszczescie na nia wpadac. - Chcesz wyrwac te drzwi- drze sie ona - Nie! Siku chce! - dre sie ja i nie moge nic wiecej powiedziec, bo poszlabym do wiezienia za rasizm. Smieszny ten kraj. Poprawnosc polityczna i rasowa przewrocila do gory nogami rzeczy oczywiste. Poza tym ok. Wszystkich zawiedzionych smiercia mojego bloga przepraszam i obiecuje poprawe, na razie kilka zdjec z Paryza,a poki co, wezta se zalozta konto na facebooku moze, co? :) Dom jest wspanialy a parapetowka trwala do 6 rano. Wspolzycie z przyjaciolmi na razie bezbolesne i na wesolo, ale oczywiscie martwie sie na zapas, bo po miesiacach spedzonych z Bi wiem jak zbyt wielka zazylosc potrafi zniszczyc najfajniejsza przyjazn. Wlasciwie ze soba nie rozmawiamy, a wszystko dlatego, ze przekroczylysmy granice, za ktora juz nie probujesz byc dla kogos mila, kiedy masz zly dzien. 2007-11-24 15:23:51 Strasznie sie duzo dzieje i nie moge sie ogarnac. Przeprowadzka uplynela w zgodzie z ogolnym planem. Oczywiscie kiedy przyszlo do transportowania tych "kilku toreb", nagle rozmnozyly sie one na kilkanascie wielkich pudel i cala akcja urosla do rangi wielkiej misji. Poza tym dnia pierwszego, w trakcie zaznajamiania sie z nowym miejscem, wlaczyl sie nam nagle wrzeszczacy alarm i nikt, lacznie z wlascicielem domu, ktorego nasz agent budzil w srodku nocy po drugiej stronie kuli ziemskiej, nie mial bladego pomyslu jak to gowno wylaczyc. Ostatecznie, po 2h przerazliwego wycia i oswajania sasiadow z nasza obecnoscia, poprzecinalismy prawie wszystkie kable w domu. Alarm co prawda ucichl, ale w chwile pozniej uslyszelismy okropny dzwonek na dachu - jekies niezalezne urzadzenie wspierajace alarm. Droga naturalnej selekcji na stracenca zostal wytypowany jedyny mezczyzna w domu. Mezczyna poslusznie wlazl na dach, poslusznie rozwalil dzwonek, po czym poslusznie zlazl na ziemie. I tak oto przypieczetowalismy nasza obecnosc w Elliot Gardens. Na razie jestesmy szczesliwi. Nie mamy tylko jeszcze telefonu, gdyz nieopatrznie przecielismy rowniez linie telefoniczna... 2007-10-18 17:51:58 Nareszcie chwila na siebie. Sama juz nie wiem co lepsze, nicnierobienie czy zarobienie. Dziwny jest czlowiek, kiedy ma za duzo wolnego czasu zaczyna cierpiec, najpierw psychicznie a potem i calym cialem, nie ma na nic sily a aktywnosc zyciowa zaweza sie do kilku, prostych czynnosci. Czlowiek marzy wtedy o tym, zeby musiec wstawac i biec gdzies, marzy o tym, zeby byc zajetym, zeby cos sie dzialo, cos go do przodu popchnelo. Kiedy tak sie dzieje i jego dzien wypelnia sie milionem spraw, obowiazkow i terminow, czlowiek znowu zaczyna cierpiec, nie spi, nie je, wiec na nic nie ma sily i marzy o tym, zeby sie zatrzymac, lezec i nic nie musiec. Ciezkie zmagania z zyciowa rutyna. Za tydzien przeprowadzamy sie z naszej malej nory do prawdziwego domu! My - kobiety w liczbie cztery, jeden mezczyzna i kot. Bedzie sitting room, taki z kominkiem (koniec z jedzeniem na dywanie), i dziura w dachu, i ogrod, i nawet garaz! Dom jest pusty wiec dzialamy kreatywnie. Rezultaty imponujace! Wczoraj za cale 92 funty zakupilismy wyposazenie do jednego pokoju!!!. Szalenstwo. Mam nadzieje tylko, ze sie nie poklocimy wszyscy zbyt szybko o papier toaletowy i inne wazne aspekty zycia w grupie... 2007-10-07 15:43:33 Zimno ja chora, ale trzymam sie jak moge. Szkola, czasem restauracja wieczorem, wolonariat dla polskich organizacji i jeszcze wez cos ugotuj na kolacje zdrowego. Chodze z nosem po ziemi, nie myje juz nawet wlosow codziennie. Przestalam pic, palic. Brak czasu najwiekszym przyjacielem zdrowia. A za to bombaj mix z jebanymi, twardymi jak kamien ziarnami groszku najwiekszym przeklenstwem! Nie bede wnikac w szczegoly. Ci ktorzy mnie dobrze znaja moga sie domyslac co sie stalo i jak jestem zrozpaczona. Wstawie sobie implatna zamiast tej jebanej koronki. Londyn znow poszarzal. A dzis jedna babcia chciala mnie nawet przejechac na szosie. Moze i przechodzilam na czerwonym, ale mialam prawo, bo bylam nieszczeliwa. A ona, normalnie z 80 lat miala, i nawyzywala mnie od "pieprzonych kurew" przez okno. Moja babcia by tego nigdy nie zrobila. Acha, bede za miasiac w Polsce, z kolezankami z pracy na zakupy i do fryzjera. Kto zamawia sie na piwo? 2007-09-29 00:34:32 Strajk metra sparalizowal miasto fizycznie i rozregulowl emocjonalnie. Zamarlo zycie na 3 dni, zamarlam rowniez ja, gdyz zamiast o 7 musze wstawac o 5.30 zeby zdazyc do pracy! I tak dzis, w ramach przymusowego poglebiania wiezi kulturowych z Brytyjczykami, od 7 do 9 rano rano sluchalam pasazerow autobusu nr 39 wymieniajacych uwagi: "Ale czego te skurwysyny chca?! Przeciez dostaja i tak wiecej niz powinni!". I cos w tym jest. Tutaj wiekszosc ludzi ma wiecej niz potrzeba, zeby normalnie zyc. Mam wrazenie, ze to chyba ta nadwyzka im sie w dupach przewraca. No i stad one takie wielkie te angielskie dupy. Przypomina mi sie Ryszard Ochucki, wyrwany z czarnej dziury komunizmu, stojacy w londynskim banku, w ktorym nikt nie chce go go obsluzyc, bo "maja za ciemno w pracy". Jeza, Mis to nie byla zadna komedia. To byl film paradokumentalny o zepsuciu jakie niesie ze soba kapitalizm. W szkole milo. Na drzwiach do klas - zgodnie z zyczeniem dyrektora - zamiast imion nauczycieli zawisly ich nazwiska. Nie jestem wiec Miss Gosia tylko Miss Mielczarek. Z niecierpliwoscia czekam na wszelkiego rodzaju hybrydy slowotworcze, ktorych z pewnoscia doswiadcze wlasnymi uszami juz niebawem. 2007-09-04 22:50:03 Koniec lata Koniec lata, ktorego nie bylo, moze 6 dni slonca w tym roku. Coz, wedlug ekologow za 100 lat Londyn bedzie miastem tropikalnym, trzeba poczekac. Wakacje owocne w przygody, popracowuje w dziwnej restauracji gdzie srednia kilentow na wieczor waha sie od 1 do 6, glownie zajmuje sie wiec jedzeniem oraz wyganianiem szczurow z kuchni, jak rowniez prowadzeniem ozywionych dyskusji z afrokucharzem na temat skutecznosci klatw voodoo i innych istotnych problemow tego swiata. Obecny adres zamieszkania potrojny, bo nie moge sie zdecydowac. Wciaz jedna noga u Bi bo mam tam szafe, druga noga u Wero jako podleczwacz kwiatkow w czasie gdy ona sie opala na Chorowackiej plazy, no i wyglada na to ze okrakiem mieszkam u Chris i Paolo gdzie jest telewizor i satelita oraz Amarone w praktycznie nieograniczonych ilosciach. Decyzja o wyprowadzce jednak podjeta, obecny stan nazwalabym wiec oswajaniem sie z codzinnoscia obejmujaca takie nieznane mi dotad obszary jak: zimno w domu, nic do jedzenia na sniadanie, brak pralki oraz brak wylacznosci do pilota tudziez komputera. Szokujace powiedzialabym. Poza tym w ramach wczasow, ktore w lecie naleza sie kazdemu, nawet obibokom, odwiedzilam Wlochy, gdzie preznie jadlam owoce i lody oraz pilam kawe mniej wiecej 9 razy dziennie. Rzym piekny. Wloski przebrzydki, jezyk marketowy, mam wewnetrznego bloka, nie moglam nawet zapamietac jak jest milo mi pana poznac, a - to chyba juz podswiadamy sabotaz mojego umyslu - wymawiajac "ragazzo" co znaczy chlopak wciaz powtarzalam "ra" i cos co po ichniemu znaczy krotko mowiac chuj. Eh. 2007-08-23 14:52:21 Koniec szkoly zaowocowal przymusowymi wakacjami. Mam 5 tygodni bezrobocia, zalapalam sie w upadajacej restauracji znajomych, zeby sie znow nie zadluzac. Dwa razy w tygodniu pije za darmo wino pod barem i obzeram sie pizza. No i ucze sie, ze podac czlowiekowi wode do picia z zachowaniem wszystkich fundamentalnych parametrow eleganckiej obslugi klienta to wielka sztuka. Nigdy juz nie bede lekcewazyc tego tematu. Z dobrych nowin to fakt, ze zostaje z moja szkola na Queensway, kochana Jolanta poszla do dyrektora i poprosila, zebym zostala z nia a nie blakala sie po innych klasach, zwlaszcza, ze maly Rainman wyjezdza do Chin i nie bede juz miec autystycznej genialnej duszy do zglebiania. Ciekawe, ze podobno dwie inne nauczycielki chcialy mnie w swojej klasie od wrzesnia, jak milo. No i wyprowadzam sie w wrzesniu od mojej B. Przyszedl czas oplacania wlasnych rachunkow z wlasnej kieszeni, kupowania w Tesco, picia taniego wina, byc moze nawet oszczedzania...!!! Drze z przerazenia i podniecenia... Coz, kazdy krok, nawet w przepasc jest przeciez krokiem do przodu. 2007-07-21 11:53:59 Szkola Szkola w ktorej od tygodnia pracuje to raj, centrum Londynu, wytresowane dzieci, usmiechnieta ekipa, darmowe ciastka w stafrumie i do tego jeszcze godzinna przerwa na lunch. Jest lepiej niz bosko, a nauczycielka mojej klasy po 4 dniach pracy ze mna powiedziala: - Gosiu, ja porozmawiam z dyrektorem, ze bardzo dobrze sobie radzisz, obserwuje cie i podobasz mi sie, sprobujemy od wrzesnia zrobic na ciebie kontrakt, zebys miala platne wakacje i wiesz, inne, lepsze warunki pracy. Juz mialam przytaknac, ale wlasnie wtedy do klasy weszla pani recepcjonistka poszukujaca wlascicielki kremowej torby, pozostawionej po lunchu na boisku, ktora znalazly jakies dzieci...i bawily sie telefonem i kosmetykami. To byla oczywiscie moja torba. 2007-07-03 18:46:34 Wakacje Jest koniec czerwca a tu deszcz pada dzien w dzien, no co to za lato. Mimo to szlam dzis na piechote z pracy do domu, po tym deszczu wlasnie, cale chyba ze 100 km, uparlam sie jak jakas wariatka, ze dojde. I tak szlam, mokly mi cycki, mokly mi papiery w torbie, frytki se kupilam i tez zmokly. Mijalam sklepy, male domki, w ktorych moznaby z miejsca zamieszkac oraz chyba wszystkie polskie matki, co to przyjechaly obrodzic w Londynie. Matki szly dzielnie odebrac swoje 100 funtow zasilku na tydzien, rownym krokiem, z radoscia na pysku, w koncu nie kazdy jest taki madry, zeby tak wykombinowac. No co, trzeba beat the system - jak to mowi kolezanka znajomej od 20 lat bezpodstawnie uzytkujaca darmowy lokal od panstwa. Nie lubie tych ludzi, tych matek, ktorych dzieci utrzymuja dla nich pokoiki na Acton, tych cwaniaczkow, tych polaczkow, tych naszych kombinacji, jakby sie nie dalo normalnie. Dlaczego tacy jestesmy? Dlaczego tak mi zle kiedy na nas patrze? Ostatnio przeprowadzali ze mna wywiad. Dlaczego nie chce pani wracac pytali, ja na to, ze historycznie, politycznie i kulturowo uwarunkowana mentalnosc mnie dobija. A potem pomyslalam, ze jednak nie, ze jednak to cos wiecej. Ze dlaczego mam wracac do kraju, w ktorym o tym czy mam urodzic gwalcicielowi dziecko mialby decydowac pastuch, ktorego nie poprosilabym chyba o pomoc nawet przy wyborze burakow w sklepie. Ja protestuje, ja nie glosowalam na tych, ktorych kanciste lby wystaja mi teraz z telewizora, a przeciez ich nie pojde i nie zastrzele, i nie zastrzele tych co glosowali, wiec protestuje. Protestuje przeciwko Polsce. Nie zaplace ani grosza z moich podatkow na taka Polske. I nic mnie raczej nie obchodzi to, czy jako wykarmione przez nia dziecko, ktore nigdy w zyciu nie zaplacilo zlotowki za edukacje, powinnam jej byc troche bardziej oddana i wierna. To straszne i zle, ale ja naprawde tak pomyslalam, naprawde tak poczulam... No to czym ja sie wlasciwie roznie od tych polskich matek-emigrantek wiszacych na dzieciecych wozkach w pogoni za normalnoscia? 2007-06-25 18:41:26 Wlascie to chyba od zawsze sie zastanawiam jak to jest mozliwe, ze sa na tym swiecie tacy, ktorzy zawsze maja rowno zapiete guziki i nigdy sladow pasty do zebow w kacikach ust oraz tacy jak ja, ktorych zycie okresla zespol nadprzyrodzonych zbiegow okolicznosci i fatalnych omylek. Dla takich jak ja powstaly prawa Murphiego i tylko tacy jak ja sa w stanie zrozumiec, ze to nie byly zarty. Takim jak ja uciekaja ostatnie pociagi, wylewa sie tlusty krem do rak w nowej torbie, wylazi metka od bluzki albo majtek na waznych spotkaniach a w dniu kiedy zasymuluja chorobe, wpadaja na swojego szefa - w samym srodku 8-milionowej dzungli. Tacy jak ja, kiedy cudem sa na czas, przybywaja bez portfela lub kluczy, zalewaja pozyczone ksiazki czerwonym winem, maja zawsze pognieciony paszport i pomyla cukier z kwaskiem cytrynowym przy gotowaniu. Gdy tacy jak ja podczas pelnienia obowiazkow nauczyciela postanowia oprzec zmeczony tylek na jednej z miliona lawek w sali, zawsze trafia na te felerna, ze zlamana noga albo odpadajacym z chalasem blatem. Tacy jak ja nienawidza takich, ktorych lniane spodnie po calym dniu noszenia wciaz wygladaja jak swiezo wyprasowane, i ktorym awaria pocigow nie przeszkodzi nigdy przybyc na czas, i ktorzy w portfelu maja zawsze oddzielone od siebie papierki i bilony, i ktorym czarne swetry nigdy nie oblaza w sierc kota, i ktorzy zawsze maja przy sobie dlugopis. To nie ludzie, to wilki. 2007-06-22 09:48:19 ekspansja polskiego na zachod - Ok, see you at 7.30 in Jane's. Did she say I was fat after I left on monday? - BABO! SHE NEVER SAID THAT. Kurva match! 2007-05-30 12:53:02 Znow Londyn Jest cos dziwnego w kafejach internetowych, inaczej smakuje kawa i uplywa czas a ja szukam w necie innych rzeczy niz zwykle. Sprawdzam stare konta pocztowe, oblizuje sie nad zdjeciami pieknych ludzi znalezionymi w google (dzis na tapecie Jean-Marc Barr z Wiekiego Blekitu), porzadkuje moja biedna glowe, odpisuje na stare listy, szukam na zapas tanich polaczen na ewentualna podroz na koniec swiata, ktora - wciaz w to wierze - opeta mnie ktorejs nocy i nie da spokoju. Bardzo lubie internet. Nie potrafie pojac czemu tylu ludzi uwaza internet za jakis diabelski wynalazek. Dla mnie to drzwi do wszystkich istniejacych czasoprzestrzeni, wystarczy mrugnac okiem, zeby zobaczyc kazdy mozliwy ksztalt, miejsce, twarz, i przeczytac absolutnie wszystko co zostalo dotad powiedziane na kazdy temat. Jak mozna tego nie traktowac w kategoriach cudownych? Moja praca jest czyms mniej niz oczekiwalam. Po dwoch latach tresowania niedorozwinietych spolecznie dzieci niedorozwinietych spolecznie rodzicow, cudem unikajac kilku zalaman nerwowych i w stanie ogolnego wyczerpania organizmu, czytanie z banda 6-latkow wydaje sie mizernym wyzwaniem. Jestem jednak szczesliwa. Nie musze juz cicho przelykac sliny na widok rzeczy, ktorych nie lubie, usmiechac sie jak duren do ludzi, ktorych nie znosze, wciaz udawac glupia, udawac naiwna, mniej zdegusowana, mniej zmeczona oraz ze wcale nie jestem lepiej wyksztalcona od mojego szefa. No i lepiej zarabiam. Mimo wszystko (a jakzeby inaczej) wciaz meczy mnie dziwne uczucie, ze wcale nie ide dobra droga, albo przynajmniej, ze ta droga nie jest tak do konca moja. Londyn deszczowy. Spaceruje dzis, ucze sie pierwszych krokow z prasolka, ktorej nigdy nie traktowalam powaznie. 2007-05-30 11:22:07 Chwilowo jestem w Wawie, przyjechalam sie napic weselnej wodki z Marianem, ktory chce miec zone i dzieci i zamierza o tym poinformowac pana boga i innych cudotworcow. Rozejrzalam sie szybko, kupilam 3 pary butow i jade spowrotem, juz zla, juz na cos wsciekla, juz z pretensjami, z jakims niesmakiem w ustach, ktory wlasciwie zawsze chyba czulam, jeszcze nawet wtedy kiedy to miasto bylo moje na codzien. Slusznosc ma moja dobra i madra znajoma, ktora twierdzi, ze moj aniol stroz stacjonuje gdzie indziej, pomylily mu sie dlugosci i szerokosci geograficzne kiedy sie rodzilam i sie zgubilsmy. A moze byl wtedy lekko zawiany. To by mnie nie zdziwilo. Byly czasy kiedy czulam rozpaczliwa potrzebe zdiagnozowania tego problemu, teraz juz wiem, ze wcale nie ma w tym zadnej wilekiej filozofii, po prostu czasami sa miejsca, w ktorych bardziej nam sie chce i lepiej sie udaje, i jesli tak jest to musimy szukac tych miejsc i znalezc je, zeby byc bardziej szczesliwi. Poza tym skonczyly mi sie pieniedze i bolesnie odczulam efekt mojego snobistycznego lifstyle. W tydzien narobilam sobie tyle dlugow, ze natychmiast poszlam do prawdziwej pracy. Nagle okazalo sie, ze problemy, ktore wczesniej wydawaly sie nie do pokonania, nie sa wlasciwie zadna przeszkoda a nowe wyzwania to nie tylko wysilek ale i prozac na moje wieczne, nieuleczalne poszukiwanie sensu zycia. Wiedzialam przeciez o tym wszystkim wczesniej, a jednak nie moglam sie zebrac. Taki juz urok zewnetrznej mobilizacji. Jak trzeba to mozna. Zmiany zaszly z korzyscia dla wszystkich stron w tej sprawie, bo zycie spedzone tylko na piciu drogich win i narzekaniu na stan rasy ludzkiej nie jest dla mnie calkowicie zdrowe, co zaczelo sie udzielac ostatnimi tygodniami i mnie i mojej biednej Bi, ktora chcialaby dla mnie jak najlepiej. Na razie jestem "miss teacher" - tak na mnie wolaja male twarze, ktore musze wycierac z farb, resztek zjedzonej kredy i innych papierkow. Nie jest zle, dobra pensja, prestizowy zawod, no i koncze o 3.30. Moze i nawet zapisze sie na jakis sport. No i musze sie wreszcie stac lady. Juz czas. 2007-05-18 14:51:00 W dupach nam sie poprzewracalo - I co, kwitnie romans? - No kwitnie az doslownie. Ty wiesz z czym on wczoraj wyskoczyl do mnie? Z pekiem roz! - O boze, i to jeszcze pewnie jakis czerwonych... - Nie, rozowych akurat...Kicha na maxa - No niezle...beznadzieja troche. - I co ja mam teraz zrobic... ja go naprawde lubie, po co takie rzeczy robi. - Ja wiem, ja tez zawsze jak w Wawie szlam na randke to sie balam, ze to bedzie na Starowce i bede musiala potem wracac przez cale miasto z jakas czerwona roza...Ale wiesz, moze daj mu szanse, moze to tylko taki jednorazowy infantylny wybryk...jakies nieporozumienie. Wiesz, faceci dzis sa zagubieni, nawet bardziej od kobiet czasem. - A na urodziny to pewnie mi wyskoczy z jakim pluszowym misiem... - Ojej, no to wtedy go skreslimy. - Dobra, to umowmy sie, ze czekamy do urodzin i jak wyskoczy to go skreslamy... - Tak zrobimy - Ale to prawie rok! 2007-04-12 18:41:29 Swiat w tym roku nie bylo Duzo sie dzieje, nie pisze, bo nie wiem jak zebrac wszystko w sensowna kupe. B. i A. gdzies w amazonskiej dzungli, ja znow sama z kotami. Nienawidze byc sama, jestem patalogicznie uzalezniona od obecnosci drugiego czlowieka. Na szczescie w maju biuro przechodzi w nowe rece, tym razem nie mam wiec czasu na masochistyczne celebrowanie moich slabosci i rozwijanie autodestrukcyjnego stylu zycia. Trzeba pracowac. No i wiosna jest, znajomi masowo wypelzaja na powierzchnie po snie zimowym, piwka, grille, wycieczki, pikniki, bushwalkingi, nawet swieta spedzone w parku z kaczkami przy mazurku upieczonym przez Wero... Nowe kontakty zawodowe zaowocowaly pozytywnie. O ironio losu, za tydzien mam dyzur w telefonie zaufania. Mam nadzieje, ze nikt nie zadzwoni, w kazdym razie nikt kogo uda mi sie przekonac do samobojstwa... No i wciaz czekam na telefon z agencji. Jak tylko sprawdza, ze (cudem jeszcze!) nie siedzialam w zadnym wiezieniu, dostane prace w szkole. 2007-04-10 14:49:07 TP SA laczy ludzi Moi rodzice zdecydowali sie dolaczyc do swiata internautow. Dostalam elektroniczny list: "Mama pisała godzinę emaila i jej zginął przy wysyłaniu. U nas wszystkow w porządku.Twoj kot zjadł sztuczne kwiaty i owies co mu kupiliśmy.Tata" 2007-04-02 10:56:43 No Wiesna przyszla. Moja Chris przeprowadzila sie z Malagi do Londynu, Wu stracila prace, we trzy spotykamy sie na unemployed lunches. W sumie moglybysmy codziennie a wychodzi na to, ze czlowiek bez pracy jest mniej czasoelastyczny niz zapracowany. Ale juz to mnie wcale nie dziwi. Juz nic mnie nie zdziwi. Nigdy. Musze isc do teatru na Eugeniusza Oniegina, koniecznie. Puszkin byl moim poprzednim wcieleniem. Moge zostac leniwa biurwa albo asystentem nauczania zapierdalajacym po roznych szkolach dla naugthy murzynkow. Nie wiem co wybrac. Czy to w ogole jest jakis wybor? Zaden wybor. Chyba tylko Zofia miala gorzej. 2007-03-30 11:31:29 Ostatni warszawski oddech... Mysle, ze pobyt w Polszy dobrze mi zrobil. Chociaz Ci, o ktorych myslalam z nadzieja wcale nie wypili ze mna piwa, to calkiem niespodziewanie spotkalam sie z garstka starych, pozytywnych ludzi ze szczeniecych lat, ktore - wspominane dzisiaj - nagle okazaly sie prawdziwym rajem utraconym. Fajnie jest powspominac fajne czasy, fajnie jest moc... Poza tym odkrylam, ze pojawianie sie trudnosci w naszym zyciu glownie sluzy eliminowaniu innych, nowe problemy wypychaja z naszej codziennosci te stare a jedna zagadka bywa rozwiazaniem drugiej. Taki to wszystko ma sens. Tak wiec historia mojego zeba, bezlitosnie zamordowanego 14 lat temu przez panstwowa rzezniczke, podstepnie okaleczonego przez swinska oliwke i cudem odratowanego przez pania Renate z ul. Aluzyjnej 25E na Tarchominie, sprawil, ze: - raz na zawsze uwolnilam sie od Rolny oraz jej potomkow, wspolnie manifestujacych poparcie dla hamowania ewolucji czlowieka. - skonczylam moje CV i wpadlam na pomysl gdzie je wyslac... - nie musze juz wydawac 600 funtow na kurs nurkowania w Londynie! Jeszcze tylko czeka mnie proba generalna z panem instruktorem bardzo fajnym gdzies na wodach otwartych i jesienia wyruszam z fake-father po prawdziwa przygode! 2007-03-05 16:47:25 Diving czyli podwodnych dzieci c.d. Korzystajac z nieco przedluzajacego sie podbytu w Wawie robie kurs nurkowania. Bardzo przyspieszony, mniej wiecej tak jak sie maja dwa tygodnie do pieciu... O dziwo nie tylko daje rade, ale - jak sam pan instruktor twierdzi - jestem nurkowa rewelacja. Nie mam prawie zadnych lekow i oporow typowych dla wiekszosci ludzkich istot osadzonych w srodkowisku wodnym. Tak wiec, obwieszona pasem i butla, wywijam fikolki na dnie i robie szczuczki z maska. Meluzyna, Jacq Cousteau i Daryl Hannah w jednym normalnie! I dobrze, ze znow jestem w czyms dobra, ostatnio malo bylo takich rzeczy... 2007-02-26 15:05:16 Znalazlam jednak dwie rzeczy, ktore w Warszawie lubie. Kiedy tu jestem, jestem na wakacjach, nic nie musze, spie do 10-tej, ogladam mode na sukces, kawuje sie, sporzadzam bezzwierzece obiady dla umeczonej emeryckim nicnierobieniem mamy, apdejtuje zakurzone znajomosci, no i normalnie calymi dniami siedze w internecie. Wszystko na co brak czasu, wszystko na czasu szkoda kiedy sie czlowiek dwoi i troi, zeby nadazyc za codziennoscia. Pycha. Druga rzecz to ta, o ktorej jednak nie napisze. 2007-02-22 12:43:47 Niebo w gebie i po zebie czyli dlaczego oliwki nie powinny posiadac pestek Jak sie tak czlowiek popatrzy na taka zwykla, czarna oliwke to mysli sobie, ze to nic takiego, ze taka mala oliwka nic nie znaczy w obliczu reszty wszechswiata, ze absolutnie nie bylaby w stanie zmienic biegu wypadkow w jego zyciu, no a juz na pewno nie jakos drastycznie. Jak bardzo sie czlowiek myli okazalo sie w niedziele kiedy lapczywie zarl kawal chleba z oliwkami. Tak, jestem w Warszawie, ze zlamanym zebem. Moja dentystka lamie sobie z kolei glowe probujac wykorzystac wszystkie mozliwe osiagniecia w dziedzinie stomatologii, abym przez jakis jeszcze czas mogla pozostac kobieta z 32 zebami w gebie. Ojeza, ojeza. Nie! To nie z przodu! Tak! Moge wychodzic z domu! Zostane na pewno okolo 2 tygodni. Bede dzwonic. A wy? 2007-02-16 23:16:42 French Connection czyli prawdziwy FCUK Weekend w slonecznej Marsylii zamiast oczekiwanych doznan na miare zapachu proustowkich magdalenek przyniosl rozczarowanie. To co kiedys sprawialo ze drzalam na sam widok sera Saint-Agur teraz wywolywalo u mnie atak niekontrolowanej agresji. I jeszcze teraz sie zastanawiam czy to Francja sie tak potwornie zmienila czy to ze mnie cos ulecialo ustepujac miejsca jakiejs nowej formie wrazliwosci. Lancuch moich faux pas i n'importe quoi zaczal sie juz w godzine po przylocie kiedy to zaambarasowalam obsluge restauracji zyczac sobie zabrac do domu resztki niespozytego obiadu (mais quel scandal!). Juz kilkanascie minut pozniej toczylam wlasciwie fizyczna walke z bezmozgowcem probujacym pozbawic mnie owych resztek u wejscia do pobliskiego pubu. C'est pas grave!- probowalam odpuscic chamowi wyrzucajac (no moze i demonstracyjnie)obiad do kosza przed wejsciem. Ale tym razem nie moglam wejsc, bo nie wygladalam "azzez contente" a z takim attitude tu nie wpuszczaja."Bydlaku! Ja zostawiam tu pieniadze ty czerpiesz ze mnie zysk, zastanow sie kto komu powinien sie badziej podobac!" - wyjasnialam. Bezskutecznie. Zrobil sie tlum i szum, zyczliwi ludzie tlumaczyli, ze to nie tak, ze tak nie wolno, ze trzeba inaczej. Alez oczywiscie. Ja wiem. To jest Francja. Obcokrajowiec - parjas ma sie cieszyc, klaniac i dziekowac za francuskie powietrze. Wychylac sie nie wolno. A ja sie wychylam, nie dosc ze z obcym akcentem to jeszcze z pudelkiem od pizzy. No scena normalnie jak z "Midnight Express" kiedy gosc probuje isc w przeciwnym kierunku niz reszta wariatow okrazajacyh studnie. I wez tu zamanifestuj wolnosc jednostki. Ostatecznie wieczor spedzilismy w domu a nastepnego dnia znajomi znajomych, jeszcze zanim mnie poznali, wiedzieli, ze mam zakaz wstepu do jedynego pubu we wsi. Pycha. Po burzliwych obradach dalam sie zabrac na piwo do miasta i tu nastepna gafa, bo przy tych malych francuskich kubeczkach, moja pollitrowa szklanka piwa wygladala conajmniej jak wiadro. Pilam to potem malymi lyczkami, zeby tylko nie wyjsc na taka, za jaka mnie i tak juz wzieto. - To wy tam duzo pijecie w tym Londynie? - No, mowie ci, prosto z pracy lecimy do pubu... - Kazdego dnia???!!! - No, czasami nawet dwa razy dziennie! W sumie relaksujacy weekend w tak ukochanej w przeszlosci Francji, okazal sie ciezkim socjologiczno-obyczajowym eksperymentem. Dusilam sie od savoir vivru kipiacego od przymusow spolecznych, konwenansow, niepisanych praw. A jeszcze nie tak dawno przeciez to wszystko mnie pociagalo i ciekawilo. Tyle, ze kiedys wycieranie talerza chlebem bylo dla mnie objawem obyczajowej swobody, teraz zrozumialam, ze to tylko jeszcze jeden z obyczajowych nakazow. Tak wlasnie, po latach moich francuskich koneksji, chyba wreszcie pojelam sekret wszechobecnej niecheci do Francji i Francuzow. Dlaczego tak pozno? I co sprawilo, ze zmienila mi sie optyka kulturowa? O tym byc moze dowiecie sie w nastepnym odcinku. LOWE! 2007-02-08 00:49:06 Rozmowy pijackie X:- Ale co ty mowisz, przeciez gdyby pan bog nawet istnial to by nie stworzyl swiata! Y:- Co? X- To przeciez bardzo proste. Gdyby bog byl wszystkowiedzacy i nieomylny to musialby wiedziec, ze caly ten eksperyment z czlowiekiem skonczy sie totalnym fiaskiem, ze po prostu nie warto. No a skoro tego nie wiedzial, no to przede wszystkim znaczy, ze nie jest wszechwiedzacy. Y- Jak to? X- No tak, a popatrz i na samego czlowieka, gdzie indziej znajdziesz gatunek, ktory bylby tak bezmyslny i cyniczny jednoczesnie, i mialby tyle autodestrukcyjnych sklonnosci. A podobno jestesmy na podobienstwo boga stworzeni! Az strach bierze! Y- Ale trzeba w cos wierzyc! X- A tobie nie przeszkadza, ze wiekszosc tych bzdur, w ktore ty wierzysz wymyslili zwykli, otyli ludzie, ktorzy robia kase na takich jak ty? Ty wiesz normalnie co sie dzialo na takich soborach? No normalnie sobora i gomora! Jeden dogmat zaprzecza drugiemu. To sie normalnie kupy nie trzyma. A dzieki takim jak ty wlasnie to sie kreci. Y- Musze juz isc, milo mi bylo cie poznac X- Taak, mnie tez. Chociaz jestes wierzacy! 2007-01-23 12:50:33 |